1 sierpnia 2011

nienudna niedziela

... a nawet bardzo ciekawa! 
Zabraliśmy dzieci do muzeum techniki, żeby się trochę pobawić. I bawiliśmy się nieziemsko! Czego tam nie było! Latający dywan, bańka mydlana, w którą można było wejść, szkielet ludzki jadący na rowerze, teatr robotów, który Lu obejrzała w całości (20 minut!), trzęsienie ziemi, które można było przeżyć, tornado, akwedukty, kółka graniaste. Same cuda! A wszystko namacalne, wytłumaczone, zaprezentowane, do sprawdzenia. Chyba jeszcze nie raz pójdziemy. 

Dzięki przepustce taty nie musieliśmy stać w kilometrowej kolejce :)
Zawory! Zakrętki! Pokrętła! I do tego woda!
Dla Lu to także raj.
archeolożka
Podglądanie zwierzątek
Łowienie rybek tylko z dziadkiem, oczywiście!
Ulubiony rekwizyt Lu, czyli wielkie koło
Podsłuchiwanie dźwięków na łące - burza, ptak, bocian, świerszcz, wiatr...
W kąciku dla maluchów
Ślimaczki i inne pełzaczki

Sam budynek muzeum jest bardzo ciekawy i pięknie wygląda nad Wisłą
Wieeelka fabryka ... przerzucania piłeczek!
Jeszcze tu wrócimy!
Po południu miało być urodzinowe grillowanie. Jednak zamiast tego, były kiełbaski z patelni i ziemniaczki z piekarnika. Szarlotka królewska na deser. I sto lat dla Bartka! 


 

Po wizycie w takim muzeum trzeba popróbować w domu!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz