... a nawet bardzo ciekawa!
Zabraliśmy dzieci do muzeum techniki, żeby się trochę pobawić. I bawiliśmy się nieziemsko! Czego tam nie było! Latający dywan, bańka mydlana, w którą można było wejść, szkielet ludzki jadący na rowerze, teatr robotów, który Lu obejrzała w całości (20 minut!), trzęsienie ziemi, które można było przeżyć, tornado, akwedukty, kółka graniaste. Same cuda! A wszystko namacalne, wytłumaczone, zaprezentowane, do sprawdzenia. Chyba jeszcze nie raz pójdziemy.
 |
| Dzięki przepustce taty nie musieliśmy stać w kilometrowej kolejce :) |
 |
| Zawory! Zakrętki! Pokrętła! I do tego woda! |
 |
| Dla Lu to także raj. |
 |
| archeolożka |
 |
| Podglądanie zwierzątek |
 |
| Łowienie rybek tylko z dziadkiem, oczywiście! |
 |
| Ulubiony rekwizyt Lu, czyli wielkie koło |
 |
| Podsłuchiwanie dźwięków na łące - burza, ptak, bocian, świerszcz, wiatr... |
 |
| W kąciku dla maluchów |
 |
| Ślimaczki i inne pełzaczki |
 |
| Sam budynek muzeum jest bardzo ciekawy i pięknie wygląda nad Wisłą |
 |
| Wieeelka fabryka ... przerzucania piłeczek! |
 |
| Jeszcze tu wrócimy! |
Po południu miało być urodzinowe grillowanie. Jednak zamiast tego, były kiełbaski z patelni i ziemniaczki z piekarnika. Szarlotka królewska na deser. I sto lat dla Bartka!
 |
| Po wizycie w takim muzeum trzeba popróbować w domu! |
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz