Nasza kuchnia rodem z lat 70-tych. Nic dodać, nic ująć. Okap zasługuje na szczególną uwagę, kuchenka ma chyba ze 20 lat, płytki to krzyk mody lat 70-tych. Szafki to efekt pracy co najmniej kilku osób - skrzynie różnych rozmiarów, drzwiczki sztukowane. Z całej kuchni podobała mi się tylko podłoga. Trzeba było coś z tym zrobić, ale bez wydawania grubych pieniędzy.
Najpierw kompletnie zdemontowaliśmy szafki i okap. Potem pomalowaliśmy ściany. Wszystkie graty przeprowadziły się do salonu.
Następnie wyszlifowaliśmy meble, pomalowaliśmy skrzynie szafek i zabezpieczyliśmy lakierem przed zniszczeniami. Zakupiliśmy w IKEI jedynie fronty drzwiczek, szuflady i uchwyty. Nie wszystkie drzwiczki pasowały idealnie, więc Mężuś kombinował z dopasowywaniem.
Potem były prace artystyczne, czyli ozdabianie (czyt: maskowanie) naszych ślicznych płytek. Wykonanie jednego napisu zajęło od 20 do 45 minut.
Nie pamiętam już ile czasu wszystko nam zajęło, ale chyba około 2 tygodni. Jeszcze pozostało kilka drobiazgów, takich jak dodatkowe półki między szafkami czy ukrycie okablowania. Ale efekt już widać.







Brak komentarzy:
Prześlij komentarz