Entuzjazm ostatnio nieco osłabł. To częściowo przez drzemki, po których Lu zostaje wybudzana, czego bardzo nie lubi. Ma wtedy bardzo zły humor i czasem długo płacze. Zwierza się potem w drodze do domu, że płacze, bo chce do mamy. Dodatkowo jeszcze Lu odkrywa gorzki smak dyscypliny. Pewnego dnia przy kolacji stwierdziła, że nie lubi cioci Sylwii (pani przedszkolanki), bo kazała jej się bawić z innymi dziećmi, gdy ona wolała bawić się sama w inną zabawę.
Tak więc, powoli Lu odkrywa różne wymiary bycia przedszkolakiem.
Jednak mimo protestów, że "nie sce jutlo iś" do przedszkola, udaje nam się w miarę bezboleśnie ubrać się rano i wyjść z uśmiechem z domu.
Od dwóch dni w domu również mamy przedszkole, które Lu organizuje dla swoich zwierząt. Jestem wtedy ciocią Lenattą, Lu - ciocią Sylwią, a zwierzaki robią co Lu zarządzi. Grają na instrumentach, tańczą w kółku, leżakują.
- Pani Lenatto, dzieci jus powinny siąś do stolitów.
- Pani Lenatto, piesec musi iś situ.
- Dzieci, psątamy!
- Wscyscy jus mają psytulantę? To śpimy!
I tak Lu odreagowuje przedszkolne stresy....
![]() |
| Leżakowanie w domowym przedszkolu |

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz