biegamy, pracujemy, sprzątamy, kupujemy...
co za czas!
Lulu uczulona na mleko, naukowo potwierdzone. Cieszymy się, że można powolutku gluten wprowadzać, potem może jajo (na razie Lu lubi tylko mówić "jajo").
Długo nie blogowaliśmy, więc teraz musimy z dumą odnotować Luśki pierwsze sisi na nocniku. Choć od tej pory jakoś nie chce siadać na swoim tronie, to jednak radość w domu była ogromna. Zaraz potem nastąpiły zbiorowe postrzyżyny w domu. Najpierw mama doświadczyła zemsty fryzjerki. ("W tej fryzurze naprawdę pani lepiej, niż w poprzedniej" - mimo, że poprzedniej nie widziała, bo w kucyku przyszłam.) Jak już się przyzwyczaili wszyscy w domu (i mama też), to wtedy Lu została pozbawiona swoich nieco piórkowatych loczków. I tak jesteśmy teraz krótkowłose. Piękne jak zawsze, oczywiście. :)
Musimy jeszcze wspomnieć, że Lu coraz więcej mówi. Zachwyca się dekoracjami świątecznymi - codziennie liczy mikołajki zawieszone na kwiatkach i codziennie kilka razy przypomina nam, że na kuchennym parapecie stoi "babam" (bałwan), który postawiła tam mama. Liczy przed snem gwiazdki świecące w sypialni i szuka na niebie "muna", czyli księżyca. Jest dla nas wielką tajemnicą, dlaczego za każdym razem, gdy woła "moom!" woła również "tata". Że co, tata zawiesza księżyc?
![]() |
| Tutaj jeszcze w swojej starej fryzurze... Lu jedzie do Sąsiada pobawić się. |



Brak komentarzy:
Prześlij komentarz