17 grudnia 2011

przedświątecznie

biegamy, pracujemy, sprzątamy, kupujemy...
co za czas!
Lulu uczulona na mleko, naukowo potwierdzone. Cieszymy się, że można powolutku gluten wprowadzać, potem może jajo (na razie Lu lubi tylko mówić "jajo").
Długo nie blogowaliśmy, więc teraz musimy z dumą odnotować Luśki pierwsze sisi na nocniku. Choć od tej pory jakoś nie chce siadać na swoim tronie, to jednak radość w domu była ogromna. Zaraz potem nastąpiły zbiorowe postrzyżyny w domu. Najpierw mama doświadczyła zemsty fryzjerki. ("W tej fryzurze naprawdę pani lepiej, niż w poprzedniej" - mimo, że poprzedniej nie widziała, bo w kucyku przyszłam.) Jak już się przyzwyczaili wszyscy w domu (i mama też), to wtedy Lu została pozbawiona swoich nieco piórkowatych loczków. I tak jesteśmy teraz krótkowłose. Piękne jak zawsze, oczywiście. :) 
Musimy jeszcze wspomnieć, że Lu coraz więcej mówi. Zachwyca się dekoracjami świątecznymi - codziennie liczy mikołajki zawieszone na kwiatkach i codziennie kilka razy przypomina nam, że na kuchennym parapecie stoi "babam" (bałwan), który postawiła tam mama. Liczy przed snem gwiazdki świecące w sypialni i szuka na niebie "muna", czyli księżyca. Jest dla nas wielką tajemnicą, dlaczego za każdym razem, gdy woła "moom!" woła również "tata". Że co, tata zawiesza księżyc?
Tutaj jeszcze w swojej starej fryzurze... Lu jedzie do Sąsiada pobawić się.



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz