Ponad tydzień spędziłyśmy w Częstochowie u Iki i Misi. Cóż to był za czas!
Były wspólne śniadanka i późne kolacje bez dzieci.
Były wspólne kąpiele z Iki i hurtowe usypianie dzieci.
Zabawa w pieski, czyli wspólne raczkowanie po całym domu.
Była jedna mała wiercipiętka, która wniebogłosy oznajmiała niezadowolenie gdy kładziono ją w leżaczku lub na kocyku. Nauczyła się całkiem sprawnie przemieszczać i przewracać. A ma tylko 4 miesiące!
Były pyszne lody.
Śliczny skwerek, gdzie dziewczynki huśtały się i biegały w fontannie.
Wielka burza, która zaskoczyła nas w parku pod Jasną Górą. To chyba za te nasze wszystkie grzechy...
I wspaniałe "brrrm, brrrm" Iki, na którym Lu objechała każdego dnia całe mieszkanie i o które dziewczynki stoczyły niejeden bój.
Była wielka miłość Iki do Lu, całusy, uściski, głaskanie. No i opieka dziewczynek nad Misią. Zadziwiająca!
No i jeszcze na deser, ostatniego dnia, był cały dzień pod chmurką, z dziećmi, basenem, chrupkami i colą. I pasikonikami.
Trudno było wracać do naszej domowej codzienności.
 |
| Śniadanka mniej i bardziej samodzielne |
 |
| Zabawianie Misi |
 |
| Zęby cztery |
 |
| Kung fu |
 |
| Brrrm Brrrrm |
 |
| Była też nauka literek |
 |
| I nauka liczenia |
 |
| Było strojenie się |
 |
| I kuchenny pokaz mody |
 |
| Aż się Misia nadziwić nie mogła, albo doczekać... |
 |
| Więc ją nianie zabawiały |
 |
| Rekordy świata w piciu |
 |
| I w sikaniu! |
 |
| Były pogaduszki z samego rana |
 |
| Oraz chwile zadumy |
 |
| I babę Iki piekła |
 |
| Lulu trochę pomagała |
 |
| Ale chyba ją to znudziło |
 |
| Misia za to tryskała energią! Jak zawsze! |
 |
| Grillowane jedliśmy pyszności |
 |
| Lulu zyskała dwie nowe przyjaciółki. Ta trzecia, w środku, była od zawsze... |
 |
| To się nazywa szczęście |
 |
| Czy to jeszcze raczkowanie czy już matkowanie? |
 |
| Poszukiwania pasikoników |
 |
| Ucieczka przez dziurę w płocie |
 |
| Nasze wszystkie skarby... |
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz