15 lipca 2011

u Iki Popiś

Ponad tydzień spędziłyśmy w Częstochowie u Iki i Misi. Cóż to był za czas!
Były wspólne śniadanka i późne kolacje bez dzieci. 
Były wspólne kąpiele z Iki i hurtowe usypianie dzieci. 
Zabawa w pieski, czyli wspólne raczkowanie po całym domu.
Była jedna mała wiercipiętka, która wniebogłosy oznajmiała niezadowolenie gdy kładziono ją w leżaczku lub na kocyku. Nauczyła się całkiem sprawnie przemieszczać i przewracać. A ma tylko 4 miesiące! 
Były pyszne lody.
Śliczny skwerek, gdzie dziewczynki huśtały się i biegały w fontannie. 
Wielka burza, która zaskoczyła nas w parku pod Jasną Górą. To chyba za te nasze wszystkie grzechy... 
I wspaniałe "brrrm, brrrm" Iki, na którym Lu objechała każdego dnia całe mieszkanie i o które dziewczynki stoczyły niejeden bój. 
Była wielka miłość Iki do Lu, całusy, uściski, głaskanie. No i opieka dziewczynek nad Misią. Zadziwiająca!
No i jeszcze na deser, ostatniego dnia, był cały dzień pod chmurką, z dziećmi, basenem, chrupkami i colą. I pasikonikami.  
Trudno było wracać do naszej domowej codzienności.
Śniadanka mniej i bardziej samodzielne
Zabawianie Misi
Zęby cztery
Kung fu
Brrrm Brrrrm
Była też nauka literek
I nauka liczenia
Było strojenie się
I kuchenny pokaz mody
Aż się Misia nadziwić nie mogła, albo doczekać...
Więc ją nianie zabawiały
Rekordy świata w piciu
I w sikaniu!
Były pogaduszki z samego rana
Oraz chwile zadumy
I babę Iki piekła
Lulu trochę pomagała
Ale chyba ją to znudziło
Misia za to tryskała energią! Jak zawsze!
Grillowane jedliśmy pyszności
Lulu zyskała dwie nowe przyjaciółki. Ta trzecia, w środku, była od zawsze...
To się nazywa szczęście
Czy to jeszcze raczkowanie czy już matkowanie?

Poszukiwania pasikoników
Ucieczka przez dziurę w płocie
Nasze wszystkie skarby...



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz