7 kwietnia 2011

chora...

Tak Lu choruje pod opieką Taty:

A tak pod opieką Mamy:


Zauważcie, że na obu zdjęciach jest książka. :) 
Sporo stresu, potu i strachu ostatnio w naszym domu. Dwa wieczory na ostrym dyżurze i groźba hospitalizacji. Wszystko przez nasze ostatnie katary i wirusy, które poczyniły pustki w naszych układach odpornościowych. Teraz mamy wszyscy bakterie dla odmiany i połykamy antybiotyki, wszyscy, jak jeden mąż... 
W sobotę późnym wieczorem usypiałam Kropę na kanapie w szpitalnym korytarzu, czekając na wyniki badania krwi. Zakażenie okazało się niegroźne. W niedzielę wczesnym rankiem jechałam więc do Bydgoszczy na szkolenie a w metrze puszczali film z hospicjum dla dzieci. W filmie przerażony chłopiec patrzy wielkimi oczami jak obcy ludzie rozbierają, obracają i badają jego ciało. Potem w pociągu jakimś dziwnym trafem pierwszym tekstem, jaki przeczytałam był dziennik kobiety, która pracuje jako wolontariuszka w hospicjum dla dzieci. Nie mogłam przestać czytać, choć łzy cisnęły mi się do oczu. Ja jechałam do pracy jakiś kawał drogi, a moja Kropeczka została bez Mamy na cały dzień, chora... 
I niech mi nikt nie mówi, że powrót do pracy jest łatwy. I konieczny przez wzgląd na zdrowie psychiczne mamy. Nie jestem tego taka pewna...

 *** 

Jeszcze scenka z gabinetu pediatry. 
Pochylam się nad Lu, która leży na przewijaku i płacze wniebogłosy. To jej szósta czy siódma wizyta u lekarza w ciągu ostatnich pięciu dni.
Pani Doktor: "Pani jej kupi książeczkę o wizycie u lekarza i pani jej czyta, aż będzie pani miała potąd" (gestem ręki pokazuje, że powyżej uszu)
Ja: "Ja jej tłumaczę, ale ona ma dopiero 10 miesięcy"
Pani Doktor: "Tłumaczyć to jej pani będzie, jak będzie miała 25 lat. Teraz jej pani poczyta."
Ja: Zmilczałam. 
Wizyta dobiega końca.
Na odchodne Pani Doktor: "I pani kupi tę książeczkę. Proszę przygotować dziecko do następnej wizyty".


***

To już, całe szczęście, za nami. Dzisiaj Kropka zrobiła porządek w dwóch szufladach, poganiała na czworakach za odkurzaczem i raczkowała z pokoju do łazienki, potem do kuchni i do sypialni. Generalnie tam, gdzie była Mama. Od Mamy jeszcze nie chce się odkleić.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz