22 lutego 2011

morelki, cytryna, woda i takie tam...

Nasz Mały Sąsiad nareszcie wyzdrowiał i nas odwiedził. Była morelkowa uczta na dywanie z Małym Sąsiadem ssącym zażarcie i głośno ciamkającym, mruczącym i wzdychającym. Wszystkim zresztą smakowały słodkie morelki. 
Potem Luizka jadła cytrynę, popłakawszy się wcześniej, gdy próbowałam cytrynę odebrać. Cóż, poddałam się, może dziecko potrzebuje witaminy C?
 Na koniec woda z targu, mineralna w stanie stałym. 
 I jeszcze Luiza po skończonym posiłku, gdy już nuda ją dopadła w foteliku.  
Ach! I jeszcze baaaardzo ważna rzecz. Dziś wieczorem w łóżeczku leżąc pod kołderką dziecię nasze powiedziało "Lala". I to całkiem świadomie, naśladując dumną swą mamę, co jej lalą przed nosem machała. Potem jeszcze nauczyłam ją mówić "Ble!", podczas czytania... A potem pomyślałam, że to może nie najlepsze słowo na początek. Za późno...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz