Czas tak szybko płynie...
Trochę pocieszyłyśmy się jesienią w Wilanowie.
Odwiedziłyśmy też Królikarnię.
Ha! Tutaj Lu zrobiła wieeeelką kupę, z którą potem na Puławskiej zasnęła. Zawsze zasypia na najbardziej hałaśliwych ulicach.
W zeszłym tygodniu rodzinka nasza prychała i siurkała nosami. Biedna Luizka dzielnie znosiła katarek, nie przestając się uśmiechać. Będzie z niej dzielna kobitka! Mój katar trwał tylko dzień, Mężuś męczył się dłużej i bardziej. Ale to chyba typowe dla faceta, nie?
W każdym razie katar uniemożliwił nam wyjazd do Częstochowy do naszych przyjaciół kochanych.
Za to w niedzielę, słoneczną i ciepłą, spontanicznie pojechaliśmy do Kazimierza. Był to bardzo dobry pomysł!

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz