6 maja 2010

czekamy i czekamy...

i nic!
Kropka nadal sobie pływa, skacze, kopie. A my czekamy. Do wyznaczonego terminu 4 dni. Już chyba wszystko przeczytałam, wszytko przygotowaliśmy, wysprzątaliśmy i ...czekamy.
Wczoraj, stwierdziwszy, że chyba wszystkie książki w domu już przeczytałam, wybrałam się do osiedlowej biblioteki w celu zapisania się. Dawno nie byłam w takim miejscu jak biblioteka, prawie się wzruszyłam, gdy tam weszłam. A potem zrobiło się zabawnie. Na podłodze parkiety, a pod drzwiami kwadratowe kawałki filcu dla gości. Otóż aby wejść do biblioteki należy ślizgać się na tych właśnie filcowych kwadratach. Niezła zabawa!Ale niech nikogo nie zwiedzie ten klimat. Przy wypożyczaniu książek dowiedziałam się, że wiele spraw można załatwić przez Internet - przeglądanie katalogu, zamawianie książek, przedłużanie terminu wypożyczenia, itp. Tak oto tradycja spotkała się z nowoczesnością!
Pożyczyłam Doris Lessing i - jakby mało mi było o ciąży - "Polkę" Gretkowskiej. Teraz, gdy za oknem pada, siedzę sobie pod kocykiem, muzyka gra a ja piję herbatkę i czytam. I czekam....

1 komentarz:

  1. Cześć Aldona!

    Trzymam kciuki za Ciebie i Nowe Życie...

    Mam nadzieję, że będziemy się spotykały nie tylko wirtualnie!

    buziaki!

    OdpowiedzUsuń