Na spacerze Luśka bawi się ze mną w matkę i dziecko. Oczywiście, ona jest matką, ja dzieckiem.
- Mamo, a telaz płac, ze sces pić.
- Łeee, łeee! Mamo, chce mi się pić.
- Dziecto, mam socet tlustawtowy, malinowy i tonitowy. (konikowy)
- Łee, łee, ale ja chcę wody!
- Ile lazy ci mówiłam, ze mam tylto socet? Jat nie mam, to nie mam. Nie umiem calować!
*** *** *** *** *** *** *** *** ***
- Mamo, a telaz plac, ze sces isc do domu.
- Łeee, łee! Jestem zmęczona!
- Psestań jojcyć, bo mnie dłowa jus boli!
*** *** *** *** *** *** *** *** ***
W łazience:
- Lusia, jak zrobiłaś siku, to umyj ręce. Gdzie ty idziesz?
Na co Luśka, poprawiając przed lustrem spodnie, tonem pobłażliwym:
- Oj dziecto, dziecto! Wsystto po tolei - situ, lustlo, lęce!
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz