Mazurskie wieczory potrafią być chłodne. Lu-opiekunka dba o mamę. Przykrywa mnie kocem.
- Zimno ci? To cię psyklam.
***** ***** ***** ***** ***** ***** *****
Lu, patrząc zamyślona na werandę domku obok, na której przy wieczornym stole siedzą nasi wakacyjni sąsiedzi:
- Swieci się tam światło. Cała lodzina jest. Na pewno są tam jakieś dziecta.
***** ***** ***** ***** ***** ***** *****
Na Mazurach był kotek. Lu spędzała całe godziny ścigając kotka, a potem głaskając go. Jednak podczas pierwszych dni kotek nie dał się tak łatwo głaskać. Lu skwitowała to krótko:
- Nie dał się podłastać ten tocet. Tlępował się, dziti był.
(wymowa 'K' nadal sprawia Lu nieco kłopotu...)
***** ***** ***** ***** ***** ***** *****
Lu wieczorem:
- Słyseliście? Toś tsycył!
***** ***** ***** ***** ***** ***** *****
Tata uczył Luśkę naszego wakacyjnego adresu.
- Lu, pamiętaj, gdybyś się zgubiła, to mów, że jesteśmy w domku numer 23.
Na drugi dzień sprawdzian - przypomnienie:
- Lulu, pamiętasz jaki numer ma domek, w którym mieszkamy?
- Tsydzieści glosy!
***** ***** ***** ***** ***** ***** *****
W lesie zbieraliśmy jagody. Tata odłączał się co chwilę w poszukiwaniu grzybów, co martwiło Luizkę.
- Dzie ten tata idzie? Psecies nie mozna daleto tu iść! Tu tyle ludzi i lowelów psecies!
Przysięgam, nie było żywej duszy w tym lesie!
***** ***** ***** ***** ***** ***** *****
Lu rozmawiała z babcią przez telefon. Proszę, żeby powiedziała w jakim domku mieszka.
- W cetoladowym babsiu! Z dlewna!
***** ***** ***** ***** ***** ***** *****
Lu bawiła się z tatą ciasteczkami-zwierzakami. Tata próbuje złapać ciasteczko Lu, ta ucieka. Po chwili przystawia ciasteczko tacie pod nos i mówi:
- Jat sces, to mozes polizać!
***** ***** ***** ***** ***** ***** *****
Zbierając jagody w lesie, Lu wkładała co drugą do buzi tłmacząc co jakiś czas:
- Musę sl.pawdzić cy nie są twaśne.
Albo:
- Musę splawdzić cy nie są za zadkie.
Czy wreszcie:
- Musę splawdzić cy nie są za chointowe...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz