Ostatnio Lulu zasypia metodą aktywną. Czyli po przeczytaniu bajki, wypiciu kaszki i umyciu zębów, mama oznajmia Lu, że teraz jest pora spania, Lulu kładzie się do łóżeczka a mama obok siada i klika swoją prezentację. Lulu stara się bardzo zasnąć, ale trapią ją pytania o to gdzie jest Talol, czy babcia śpi i gdzie tatuś. Często musi wstać i zapytać co robi mama... Zdarza się również mała ucieczka z łóżeczka, czasami. Zawsze tysiące pytań i wstawanie.
Tak też było ostatnio.
Po około piętnastu minutach takiego "aktywnego zasypiania" z łóżeczka usłyszałam zdanie ostateczne "Mama siku!". Wobec takiego argumentu matka musi wstać, choćby nie wiem jak ważne prezentacje robiła i choćby to nawet było w środku nocy. No i wstała. Choć zadowolona nie była.
Lu, siedząc na ubikacji, rozszerzyła buźkę w słodkim uśmiechu, z lekka reżyserowanym, przymilnym i bardzo niewinnym. Spojrzałam na nią wymownie, może nawet piorun posłałam wzrokiem. Znowu uśmiech. Więc ja znowu piorun. No to ona łapki swoje na moją szyję, przyciąga, przytula. Po czym odchyla głowę, zagląda w oczy i pyta:
- Juś? Lepiej ci juś mama?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz