I w ten sposób ani się obejrzałam, a tu minął kolejny tydzień. Pracowity bardzo, wypełniony godzinami lektorskimi. Była też zarwana noc...
Więc dopiero teraz o sobocie tydzień temu. Pierwszej sobocie tej jesieni. Pełnej atrakcji, na świeżym powietrzu, rodzinnej i słonecznej. Taty praca zamieniła się w wielki rodzinny piknik. Cały dzień wypełniony zabawą. Dzień, w którym wszyscy byliśmy dziećmi.
Luizka w igloo, które zmieściło aż ośmioro dzieci. Drużyna wygrała i każdy mógł wybrać sobie nagrodę z wielkiego pudła. Lu oczywiście wybrała piłeczkę.














Brak komentarzy:
Prześlij komentarz