To będzie dłuuugi post. Dużo zdjęć Lusi, dużo się działo, dużo zmian. Dużo, dużo, dużo... Nie ma kiedy pisać, trudno nadążyć. A Luśka niestrudzona.
Ale po kolei.
Najpierw był długi weekend u Babci Dzidki. Całe dnie na działce. A tam same pychotki i tyle przygód!
![]() |
| Pierwsze czereśnie z Babcinego drzewa nie przetrwały spotkania z Lu-Pożeraczką |
![]() |
| Truskawkom się upiekło, na te Lu ma uczulenie |
![]() |
| Porzeczki muszą jeszcze dojrzeć... |
![]() |
| Niestrudzenie Lu ćwiczyła wchodzenie na schodek i schodzenie ze schodka. A potem znowu schodzenie i wchodzenie.... |
![]() |
| Dumała... |
![]() |
| Stroiła się... |
![]() |
| Podlewała... |
![]() |
| Pod czereśnią odpoczywała... |
![]() |
| To był baaardzo relaksujący weekend! |
![]() |
| Szkoda, że tak szybko musieliśmy wracać do domu! |
Ale w domu nie daliśmy się nudzie. Poniosły nas talenta rozmaite i weny tfu!-rcze. Lulu miała z tego mnóstwo radości. Kiedyś to powtórzymy!
A potem sprawy potoczyły się naprawdę szybko... Był wieczór kawalerski w kajakach, gdzie Tata opalił sobie piękny prostokąt na łydce i wieczór panieński, podczas którego Tata uczył Lu spać bez cycucha, a Mama się bawiła podczas pierwszych od baaardzo dawna babskich pogaduch. No i potem było wspaniałe wesele. Eleganckie, wytworne, ze wspaniałym jedzeniem, tańcami. I przepysznym tortem bez grama bitej śmietany, ale za to z truskawkową polewą. I z przepiękną Parą. A właściwie Trójką. :)
I od tego czasu Luizka zasypia z kubkiem niekapkiem pełnym kaszki i budzi się z tymże... Nawet czasem całą noc prześpi. A jak nie, to tylko się do Mamy przytuli, coś pomruczy, może zapłacze czy westchnie i dalej śpi. Coś się skończyło, trochę melancholii zostało, smuteczek taki. Malutki. Ale córuś już zapomniała, aż zdumiona jestem, że tak szybko.
A potem...
![]() |
| Dreptaliśmy w Wilanowie |
![]() |
| Dreptaliśmy... |
![]() |
| I dreptaliśmy... |
![]() |
| Rozwijaliśmy nasze fotograficzne talenty... |
![]() |
| Przechodziła przez próg na balkon. W te i we wte. I tak w kółko. I tak dalej, i tak dalej... |
![]() | ||
| Aż się nauczyła biegle. I to ją bardzo ucieszyło! |
Ja: Lu, kto to idzie?
Lu: Tata.
Ja: Baba.
Lu: Tata.
Ja: Baba
Lu: Tata.
Ja: Nie.
Lu: Tak.
I strrrraszny apetyt miała u Babci. Jadła zupę, kurczaka, kiełbaskę, bułeczki, rzodkiewki, jabłuszka, czereśnie, schab, kaszkę... Jadła i jadła. A potem, nazajutrz, już w domu, zrobiła cztery kupy (wybaczcie, że o tym piszę, ale to takie NIESAMOWITE!)
I taki to był czerwiec...





















Brak komentarzy:
Prześlij komentarz