28 listopada 2010

co słychać?

Nie było czasu na bloga... Najpierw mama robiła karierę, potem mama wracała do siebie, potem Luizka zaczęła domagać się obecności rodziców w łóżku od godziny 19.00 (kiedy ona szła do łóżka) i tak dalej, i tak dalej...
Twa walka.
Luiza budzi się co godzinę, jak w zegarku, i domaga się naszej obecności. Jakoś nie mamy ochoty chodzić spać o 19.00, więc grzecznie ją tulimy, całujemy, kołyszemy chwilę i odkładamy z powrotem do łóżeczka. Przez pierwszą noc potrafiła walczyć półtorej godziny, teraz, po kilku nocach zasypia niemal natychmiast po odłożeniu do łóżeczka. Ale budzi się nadal co godzinę, trzeba ją przytulić, pokołysać. Więc jak tu pisać bloga?
Luizka oczywiście nie próżnuje i cały dzień ma wypełniony bardzo ważnymi sprawami.
Na przykład codziennie trzeba zamienić kilka słów z podłogą.
Ćwiczymy kung-fu i karate.
 Stroimy się i mizdrzymy.
No i codziennie bałaganimy! 
 Ech, kobity zawsze mają pełne ręce roboty!

2 komentarze:

  1. ależ Luizka jest już duża, fajna i jaka zajęta :)
    buziaki i pozdrowienia od cioci, wujka i Filipka:)

    OdpowiedzUsuń
  2. i my pozdrawiamy urwiska Filipka!

    OdpowiedzUsuń