31 października 2010

co słychać?

Oj działo się, działo!
Najpierw w weekend odwiedzili nas dziadkowie, co skwapliwie wykorzystałam, idąc do pracy. Huuuraa!
Potem zaczęły się kulinarne przygody Luizki. Zupki, warzywka, papki. Po powrocie ze spaceru nie może się doczekać swojej porcji i jak tylko widzi swoją miseczkę, to zaraz skacze na leżaczku. Potrafi już ładnie otwierać buzię i pałaszuje cały słoiczek zupki w 15 minut.  
Nieco gorzej idzie nam z kaszką. Ssanie smoczka jest sztuką, którą trudno opanować. A ja bardzo bym chciała, aby Kropka zasypiała z pełnym brzuszkiem i przestała się budzić w nocy co 2 godziny na karmienie . Na razie mogę sobie o tym pomarzyć, bo córuś ciumka smoka i ledwo coś tam chlipnie z tej kaszki. Cóż, dopiero tydzień się uczymy... 
Ten tydzień był słoneczny i pogodny, więc spacerowałyśmy po parkach. Byłyśmy w Saskim...
...i na Polach Mokotowskich. 
 
 
A późne popołudnia to baraszkowanie na kanapie... 
W czwartek pierwszy raz Kropa pływała, z początku nieco nieśmiało i ostrożnie. Dziś znowu zabraliśmy ją na basen i bardzo jej się podobało. 
Dzisiejsze popołudnie minęło baaaardzo przyjemnie na dużej rodzinnej kanapie. Wszyscy zatopiliśy się wszyscy w lekturze.
Potem jednak Kropce się znudziło i trochę napsociła.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz