Katastrofa! Ja jednak nie lubię gotować w niedzielę. No ale jak to lubić, skoro obiadki, kupki, pranie, prasowanie, mycie, szycie, przewijanie wypełniają każdy dzień, 24h/dobę, 7 dni w tygodniu... Uff! Nawet Mężuś stwierdził dziś, że jestem sfrustrowana. Jak tu nie być. A jeszcze przed chwilą przed oczami mignął mi tytuł na jakiejś stronie "Mężczyźni też mogą cierpieć na depresję poporodową". Mojemu to nie grozi raczej, ale jak się nie pozbieram, to może dostać depresji małżeńskiej...
Ale dostałam godzinę samotności, jako że Kropka poszła właśnie z tatą na spacer. Nie było łatwo z tym spacerem. Już raz dziś razem wychodzili. Uszczęśliwiona perspektywą samotnych dwóch godzinek w domu zasiadłam na tronie. Jakże krótka moja radość! Ledwie siadłam, zadzwonił telefon. Zignorowałam. W końcu JA TEŻ mam prawo do... no. Ale zadzwonił drugi raz i już nie mogłam ignorować, bo wiedziałam, że to oni! No i rozzłoszczony głos Mężusia w słuchawce, w tle znajomy wrzask, że czemu ja nie odbieram, że ona tu płacze cały czas, ze co tu robić, o bosz, o bosz!
I tak zrozpaczona, roztrzęsiona i załkana Kropeczka została zwieziona ze spaceru wprost w ramiona zrezygnowanej mamy. Dlaczego tak histeryzowała, nie wiem. Kładę to na karb osłabienia ogólnego po piątkowym szczepieniu. O! Wracają! Słysze wycie! Nie, zaraz sama zawyję! Auuuu!
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz