Dzień zaczął się raczej ponuro. Za oknem ciemno, zimno, śnieżno... Trzeba było się jakoś pocieszyć.
1. Śniadanie w łóżku.
2. Dwa seriale zaliczone. Ale nie marnowałam czasu - skróciłam sobie spodnie. Mam teraz następną parę ciążowych spodni!
3. No a potem... celebracja Tłustego Czwartku! Zrobiłam chrusty i ciasteczka francuskie.
4. A na koniec Kochany Mężuś przyniósł pączusie, bo odgadł, że jeszcze tylko tego brakuje mi do szczęścia... Podsumowując - udany dzień! :)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz